Description

Wspomnienia mniej lub bardziej biezace, bo technologia wyparla potrzebe pisania listow i nawet maili do bliskich i blizszych i tych calkiem oddalonych

Monday, 27 February 2017

Czy mRufa moze zabic smiechem?

Od lat juz osoby cztajace moje listy/maile oraz nieopatrznie decydujace sie na podroz w moim towarzystwie musza krwia wlasna, serdeczna podpisywac oswiadczenie, ze godza sie na ryzyko pekniecia ze smiechu na wlasna odpowiedzialnosc. O podrozach cos tam wspominalam chyba, a dzis w ramach dwch niedawnych wydarzen poreklamuje troche jak swietnie mi idzie czytanie.
Delvix przez lata cale na wspolne wyprawy montowala na oczach masakre wodoodporna.
Nie, ze jestem taka zadufana w swoje talenta – wszak w tytule jest pytanie...
Czyli czas na kolejny mRufa’s Digest czyli kreatywne czytanie, sluchanie i takie tam.
Zaczne od tego czym juz sie indywidualnie pochwalilam paru osobom to jak nie chca czytac po raz wtory niech przewina prawie do konca ;).

Spanglish Omlet.
Czyli jak zabilam smiechem siebie i Marian z kantyny.
Pobieglam mianowicie w samo poludnie sprawdzic czym nas uraczaja owego dnia sily decyzyjne w kantynie. Wlazlam zatem i kikuje pod tablica z menu.
Zwyczajowy ziemniak wyglada wyjatkowo zalosnie (ze srem i fasolka (baked beans) zwykle go biore jako last resort food, czyli tzw brzytwa dla tonacego), wiec czytam menu wlasciwe, omijajac  z przyzwyczajenia sekcje miesna – 15 lat wege i ogolna niechec do jadania mies w lokalach zakladowego zywienia swoje robia
Menu wedlug mojego wzroku  mowi tak:
Vegetarian option:
Spinach Omlette (Omlet szpinakowy)
served on salad. (na zielsku).
No to zaciekawiona patrze po plycie, zeby mu sie przyjrzec temu omletu, bo okiem wyobrazni widze cos takiego:

pozerane przez mnie nagminnie za oceanem (to czerwone to pomidor siekany), sos opcjonalny. Slinotok hamuje z wielkim trudem.
I widze rozne rzeczy w tym takie cos:

I mysle sobie co nastepuje:
"No i gdzie ten omlet szpinakowy? Przeciez nie to - to jest jakies za blade, ciekawe co to w ogole jest... “
Zerknelam na miesne menu, a tam stoi ze beef pie z frytka,
“Kurde, czyzby?? Nie moze byc... Czyzbym znowu czytala kreatywnie?" i patrze ponownie na tablice na opcje wege, a tam jak wol, a raczej tuz ponizej wolu:
Spanish omelette (...) Czyli Tortilla poczeta z jaj, zeimniakow gotowanych i posiekanych i cebulki, czyli takie cos czego Bozena nie lubi bardzo, a ktorego i ja nie za bardzo lubie, bo zwykle jest szalenie mdly, a juz na zielsku tym bardziej.
Marian, ktora serwuje jest mi akurat znajoma w ogole, wiec nawet nie musi sie odzywac tylko patrzy na mnie pytajaco, bo jakby nie bylo nikogo nie ma i przyszla moja kolej, wiec sie przywitalam i jej mowie powyzsze.
A ona w smiech i pyta juz stoicko:
"na miejscu czy na wynos?"
To juz jakos tak rzutem na tasme wzielam, ale bez zielskowej podsciolki, bo nasza kantyna nie wierzy w salad ktora nie ma w sobie roszpunki (nienawidze) oraz niedojrzalego pomidora w oblesna kostke (bluznierstwo kulinarne), bo pomyslalam, ze jedyna Hiszpanka z kantyny odeszla z miesiac temu, wiec jak nic ten Spanish Omlette to bedzie wszystko przypominal, tylko nie te ichnia tortilla ziemniaczana.
I mialam racje. (patrz PS)
 Zamiast salaty wynegocjowalam kapuste chyba pekinska, na parze to sie smialam, ze przynajmniej troche zieleni w pudelku, skoro tego szpinaku brak.
Marian znowu w smiech i pyta "co Ci sie stalo??" na to ja uczciwie do bólu:
"Well obviously I am VERY G O O D with reading today..." (najwyrazniej czytanie mi dzis  SWIETNIE idzie...).
Jak to dobrze, ze ona juz zwyczajna moich talentow i sparskalam ja ze smiechu juz wiele razy, bo osoba mniej obyta, by mogla nie strzymac.
PS. Donosze, ze taka zapiekanka ziemniaczana z porem i cebula im wyszla, bo oczywiscie po wierchu cieniutko serem posypali, wiec mialam racje, ze jako potrawa ze Spanish omlet to to mialo tyle samo wspolnego zez omletem szpinakowym... ;)

Dziwki.
Jakies pol roku temu, nie wnikajmy dlaczego, siedzac w Kolchozowym Lochu,  sprawdzalam rozklad tramwaju 17 w Stolycy.
No dobra, powiem, akurat zmienili czasowo trase i usilowalam potwierdzic Faderowi dokad i ktoredy obecnie tramwaj ten dojezdza w jego szerokopojetym kierunku, bo on z internetem do konca za pan brat.
Fader, nie tramwaj.
No i patrze sobie na liste przystankow, w Srodmiesciu akurat...
I mnie zatkalo...

Przystanek JAKI??

Przecieram oczy i patrze ponownie...

Nie no Dziwki jak slowo hono...

a nie...

Kurtyna.
Wypij swoj jogurt.
Poszlam z dzis rana do kuchni napelnic flaszke woda do rozcienczania – bo ja wode rozcienczam – nie moge w pracy pic takiej CZYSTEJ... Maxem ja rozcienczam i wszyscy sa zadowloeni – kubki smakowe bo nadal maja Maxa i nerki bo maja co robic. Pecherz nieco mniej bo co i rusz pecznieje i musze z nim ganiac nad portal z Tamiza, ale nic to.
Jestm zatem w tej kuchni, nalewam wode do kubka (pol, na zaczyn, tfu, na wapno) i oko me ucieka w bok, na pudelko z zielna mietowa herbata, ktora ktos wystwail na widok i uzytek publiczny.
Na klapce jest slogan ktory zlapal mi oko i zamarlam.
Ba w zasadzie to zbaranialam.
Mianowicie czytam: “drink yoghurt green” czyli pij jogurt zielony.
Zamaranieta taka czyli zbaraniala zaczynam sie zastanawiac, kto wpadl na ten swietny pomysl i co autor mogl miec na mysli.
Ze jogurt ma zzieleniec, zanim go wypije, czy tej herbaty trzeba don nasypac co nada mu jakies szczegolne walory – od razy moja porazka z ciastem z dodatkiem bardzo drogiej japonskiej herbaty  mi sie przypomniala.
Nie, nie zostala opisana bo zamierzam podjac druga probe.
Po wyplacie, zebym mogla dokupic tej bardzo drogiej zielonej herbaty dokupic.

Mrugnelam przerywajac stupor i juz mam zaczac nalewac wode do butelki gdy niepokorone oko znowu pomknelo na to pudelko z herbata z nie do konca sformulowana mysla, ze moze bym sie jej napila, niezaleznie od durnowatego sloganu na klapce, gdy zobaczylam to:

Tia...
No przeciez to identyczne
Drink your greens – pij zielenine
Drink yoghurt green-  pij jogurt  zielony.
Kurtyna.

PS. Bedzie spin-off bo mi sie przypomnialy jeszcze Dury, ale to wymaga osobnej historii.

24 comments:

  1. Bożena własnie miała pisać, że O FFUUUUUU, tragedia nie jedzenie te espańskie pseudoomlety, ALE JA WYRĘCZYŁAŚ :D Dziękować :D

    "Jakies pol roku temu, nie wnikajmy dlaczego, siedzac w Kolchozowym Lochu, sprawdzalam rozklad tramwaju 17 w Stolycy." - to juz samo w sobie nie wymaga dalszej historii :D To coś takiego jak "Kupiłam lot w rajanerze. Lot odwołali" - wiadomo, że będzie histeria ze śmiechu nawet bez ciągów dalszych. :D
    A gdybyś nie tłumaczyła jak chłop krowie na rowie, to by Bożena była pewna, że siedemnastka ma w W-wie przystanek Dziwki.
    Jogurt zielony Bożena od razu uznała za wymysł ortodoksyjnej weganologii leczniczej, która nakazuje w chorobie dostarczyć ekologicznej penicyliny do wewnętrza człowieka. Patrz pani, jaki spryt. :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. No totes wlasnie i ja mialam taka mysl nad tym zielonym jogurtem...
      A 17tka juz jezdzi zwykla trasa i omija Dzika przez co byla to atrakcja limitowana... I dobrze, ze mialam mysl aby to uwiecznic bo nikt by mi nie uwierzyl inaczej... I to nie ze Dzika->Stawki tylko Stawki->Dzika mnie tak zalatwila ;)
      Teraz chadzam do kantyny tylko z nadzieja, ze znowu cos kreatywnie przeczytam. ;)

      Delete
    2. Może trzeba w tej kantynie coś podpowiedzieć do menu? :D

      Delete
    3. Be my guest.
      A juz najlepiej cos jadalnego... ;) bo ostatnio to na prawde wylacznie na zajecia z kreatywnego czytania tam chodze :D
      apropos wyglada, ze oba wypieki wyszly jadalne... jak nic przez to ze w sobote caly garnek makaronu wyladowal najpierw w zlewie a nastepnia wraz z garnkiem w smietniku...

      Delete
    4. makaron na zagładę razem z garnkiem? o losie, Bożena przywdziewa żałobny jakis kapelutek na tę okazję.

      Delete
    5. w zasadzie to osobno bo garnek byl juz pusty, a makaron caly w zlewie... I tylko mam nadzieje, ze nie zapcha mi odplywu bo on taki drobny ze przez oczka oplywu przelata z odrobina wysilku...
      No niestety nie pameitalam co bylw tym zlewie przed dramatem wiec wolalam jakiejs dobrze upasione salmonelli nei ryzykowac. A zaloba wielka bo ja uwielbiam mac&cheese w owym wydaniu i ostala mi sie saszetka do serowej brei totalniej pelnej witaminy E w roznych wydaniach ale taaakiej pycha, ze w dupie z toksycznoscia ;)

      Delete
  2. Nie no CZYSTA wode tak pic, jak zwierzeta?! Oczywiscie, ze absolutnie nie.

    Ale "espańskie pseudoomlety" to akurat lubie, jak dobrze zrobione. Ja w ogóle kocham kartofle!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak wiesz omlet to to nie byla, ale jako zapiekanka owszem dala sie zjesc ;) Nasza kantyna ma bardzo nowatorskie podejscie do roznych potraw. Na przyklad ra zrobili polski tydzien i miedzy innymi krokiety (takie w naszym stylu, zawijane i panierowane) popelnili w tortillach, bo przeciez kto by smazyl 'polskie' nalesniki, a nastepnie zawijal w nie farsz - na Wyspie nalesniki wystepuja wylacznie jako crepes we francuskim stylu i wylacznie na slodko wiec kto by je napychal miechem albo kapusta kiszona.
      Salatke jarzynowa tez probowali zaserwowac, ale zabrak nadzoru endemicznego dla salatek jarzynowych i wyszlo cos tak rozpaczliwego, ze nawet nie podejmuje sie opisac - jesc tego nie probowalam bo za bardzo kocham tzw "szalot", zeby traume na reszte zycia ryzykowac... ;) tylko pierogi byly ok. zaskoczona bezdennie zapytalam jednej z polskich pracownic kantyny (kiedys bylo ich duzo, teraz 2 sztuki sie tylko paletaja) kto lepil, na co uslyszalam "Pan Tesco lepil" co podobno bylo tajemnica przemyslowa, bo Marian uslyszawszy, zrozumiala od razu o czym mowa i 'zbesztala' bardzo dyskretnie zdrajczynie ;).

      Delete
    2. Kartofle to tez Bożenka kocha miłością wielką. Nawet bardziej niż makaron, ale na litość bogów, nie tak wyciapane w jajku brutalnie, bez szans na obronę. Przeż to wygląda jakby im corrida poszła przypadkiem przez pole kartoflane i trza było ratować, co zostało. No ludzie, no.

      Delete
    3. Kiedys mnie smoczynska zalatwila - nie ze jakos mocno negatywnie bo zaraz mi sie tu obruszy - 100 lat temu sprobowala, bedac w Szwecji, ichniego jakiegos przysmaku, po czym przy okazji mnie tym uraczyla (i nie tylko, bo meza swojego aka Smoka rowniez), ale ja akurat mialam diete anty-cholesterolowa bo mi wystrzelil wysoki po powrocie z Wyspy (wszystkim nam taki wyskoczyl co tam bylismy co ciekawsze) i to byla taka potrawa z miliona jajek (a co najmniej 12) i kartoszki, nie wiem czy jeszcze czegos, ale nie omlet tylko bardziej w rodzaju zapiekanki. Zadalam pytanie czy duzo tam jajek, na co uslyszlama, ze wlasciwie to nie, bo mniej niz w przepisie uzyto, zjadlam, troche mnie wbilo w ziemie, bo ciezkie i bogate bylo, po czym rozleniwiona trawiac dopytalam sie ile tych jajek. Wytrzeszcz trwal dosc dlugo po czym wyliczylam, ze w porcji jaka zezarlam byl moj miesieczny limit jajek i od tamtej pory unikam wszystkiego co w przekroju ma wiecej jajca niz czego innego ;)
      A tak apropos i z czystej ciekawosci to jak sie Bozenka zapatruje na takie sadzone z kartoszka na przyklad?

      Delete
    4. Krokiety z tortilli, przebóg! No pyszne musialo byc, pyszne, taak...

      Bozeno, ja w kazdej chyba postaci kocham - oprócz zbyt grubych placków ziemniaczanych. Ale dobrze zrobione, cienkie i chrupiace, z sosikiem grzybowym na przyklad... aaahhhhh.... :)))))

      Delete
    5. Patrz, to bys sie z Faderem nie dogadala w tej jednej kwestii - bo on tez kartoflarz, aczkolwiek dosc tradycyjny, ale placki ziemniaczane nie moga byc cienke. Fakt, ze sa pewne logistyczne trudnosci w chrupaniu zbyt chrupicych rzeczy, ale tego, to juz nie na forum publiczne jednak ;)

      Delete
    6. mRufa - na sadzone Bożena zapatruje się tak, że może je robić KOMU INNEMU. :D

      Delete
    7. No prosze, to prawei jak ja tylko, ze ja nawet robic za bardzo nie moge komus innemu bo za duze straty na produkcie wychodza - srednio 1.5 jajka zuzyte na jeden sukces jadalny... Najgorzej bylo jak Fader chorowal i zamarzylo mu sie takie sadzone z kartszka. Kartoszka to nie problem - z piurem nie przepadam, ale zrobie bez oporów, ale na 3 posilki poszlo 5 jajek, bo czasem musialam smazyc drugie ;)

      Delete
    8. Takiego akurat kłopotu Bożenka nie ma, posiadając na stanie organizmy sadzono-żerne. Ale sama kijem nie tknie, chyba, że dostanie samo żółtko półpłynne, a białego gluta zje kto inny :D

      Delete
    9. U mnir bialko nigdy nie ma gluta, jest sciete, nawet jesli zoltko sie uda uchronic przez scieciem. zwykle wychodzi mi jajecznica otoczona scieta na gumiato cieniutka ramko z bialka hahaha

      Delete
    10. Nie no,. nie że białko ma gluta, bo nieścięte, tylko Bożenie się kojarzy tak jakoś. ogólnie w jajku ilość białka zdecydowanie jest nadmierna i wyjątkiem jest chyba tylko jajco na miętko, gdzie się da to paskudztwo zakamuflować żółtym maziajem zółtkowym. Ogólnie jajka to strasznie dziwna żywność. Zdecydowanie Bożena woli kartofle jednak :D

      Delete
    11. Nie lubie jajek. w ogole. a w szczegolnosci niescietego zoltka. od czasu do czasu moj organizm domaga sie kanapki egg-mayo i w zasadzie tyle. I ten omlet ze szpinakiem. Ale nigdy nie odwarzylam sie na na oferowany omlet z samych bialek, bo to chyab musi byc okropnie mdle... poza tym jak bym chciala wiedziec skad oni jajka bez zoltek maja, a jak nie maja to co robia z taka iloscia samych zoltek... no wlasnie. Prawie jak dylemat Sheldona nad daniem pt zupa i pol kanapki - czyje bylo to drugie pol kanapki... i ktore to pol... ;)
      Ale jaka ulga, bo jednak ta ilosc zbieznosci jednak byla troche niepokojaca. jak sa 2 wyrazne roznice to juz calkiem ok... :D

      Delete
  3. placki ziemniaczane to... ze śmietaną są najlepsze, albo z białym serkiem z dodatkiem śmietany żeby było półpłynne (i się łatwo po plackach mazało)...

    Mrufa - taka przypadłość to ja nazywam "czytaniem wybiórczym" , lub "widzeniem wybiorczym" :) dosyć pospolita przypadłość ;) ... mam ją ja, moja Rodzicielka, oraz Młody... tak... nie wiem, czy cię to pocieszy, ale z moich obserwacji wynika, ze z wiekiem jednak sie ta przypadlosc poglebia :)

    a co do publicznych stolowek, to faktycznie - w kazdej prawie nad kasa powinna byc tablica "jesz na wlasna odpowiedzialnosc" albo "sol, pieprz i smak - we wlasnym zakresie" ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pojdzmy na kompromis - z serkiem wiejskim - moze byc? smietany moj organizm juz chyba nie trawi - jak nie uzywany miesien zanika tak nie uzywany enzym od smietany tez zanika ;)
      Ale wylacznie z tartej kartoszki bo z gotowanych to ja jednak nie lubie. z gotowanych to mga byc sluski klaskie, zwane powszechnie jak kluski slaske, a na Slasku jako Kluski Biale (w przeciwienstwie do Czarnych co ja znam pod nazwa Pyzów) wedle moich zródel.

      Wybiorczy jest mi znany raczej sluch lub jego brak i moj Fader sie w tym specjalizuje, aczkolwiek czytanie tez mu czasem wychodzi ladnie... pamietna podroz z drogowskazem - "Inowroclaw, co??? nie.. Inwalidzi...(stupor sluchajacych) nie to naInowlódz!" przez dlugie lata wzbudzala w rodzinie wesolosc...
      No i wole swoja diagnoze "czytanie kreatywnie abstrakcyjne" bo brzmi duzo bardzie ekscytujaco, wiec pozwolisz, ze jednak nie bede sie podlaczac pod dolegliwosc Twojej Rodzicielki i Mlodego ;).

      Ale z ta sola to strzal w 10tke... na Wyspie jest chyba reglamentowana albo co bo rzaden gotowiec, rzadna kantynowa czy knajpowa produkcja nie daje mi sie zjesc bez dosolenia... Normalnie jak na Planecie Ojczystej dzicie strasza toksycznymi drozdzowkami tak na Wyspie chyba sola strasza... i nic sie nie moge przyzwyczaic do mdlego smaku...
      Nasza kantyna to ma jeszcze takie problem ze od razu na oko widac czy cos bedzie jadalne czy nie... bo na wech mozna sie oszukac... zapachy apetyczne potrafia znokautowac najtwardszych ochyda na kubki smakowe...

      Delete
    2. Mniamce lubio z musem jabłkowym, spróbowałam i tez lubie ;)

      Delete
    3. osobiscie nie lubie mieszac smakow: slodki i wytrawny. mialam zrobic te dyniowe od Bozeny, ale zuzylam 2 ziemniaki z trzech ktore mam, na warjacyje marchewkow-ziemniaczana zupy marchewkowej lol.

      Delete
  4. zabierz mi okulary i każ czytać, najlepiej ogłoszenia, a zapewniam, ze zejdziesz ze śmiechu ;))) to stały numer mojego Szwagra :D

    to dzisiaj robię placki! :D

    ReplyDelete