Description

Wspomnienia mniej lub bardziej biezace, bo technologia wyparla potrzebe pisania listow i nawet maili do bliskich i blizszych i tych calkiem oddalonych

Thursday, 21 September 2017

Jak to sie okazalo, ze NIE bylam Oaza Spokoju.

Troche tu cisza byla.
Taki mamy klimat, co zrobic – albo nie dzieje sie nic i nawet wspomnienia odmawiaja wspolpracy, albo jest taki galop, sraczka i pozar w burdelu, ze nie mam kiedy dobrze sie usmiac z popelnianych glupot, o spisywaniu ich nie wspominajac (obecnie to drugie).
Jak juz gdzies mowilam, od paru tygodniu mam na lewej rece napisane swoje imie, a na prawej instrukcje, ze imie jest na lewej, bo pretensje byly, ze nie reaguje na wolanie.
Ale jednak cos co zdazylo sie przeszlo tydzien temu na tyle mnie ubawilo, zeby pamietac to nadal. Mianowicie bylo to odkrycie, ze Oaza Spokoju to ja jednak nie bywam zbyt czesto, nawet jesli pozornie wszystko na to moze wskazywac.
Ot na przyklad tydzien temu.

Mialam interwju.
Ani pierwsze, ani pewnie ostatnie w moim zyciu, ale zawsze budzace szereg silnych emocji.

Nie zlicze ile razy (bo mi sie nie chce, a nie bo tak wiele ich bylo) podczas takiego interwju sie okazywalo, ze autor mial na mysli nie to co ja zrozumialam czytajac ogloszenie i pozniej wszyscy sa niezadowoleni bo ja honorow ociagne temat do konca, dukam, stukam, stekam, kwekam, czasem nawet niezle mi idzie, ale nie na tyle, zeby wygrac te igrzyska i dobrze, co okropnie dziwi interlokutorow bo czuja osobliwy niesmak – niby orze jak moze i moze nienajgorzej, a rownoczesnie wszytkie znaki na niebie i ziemii wskazuja ze to jest ostatnie miejsce w jakim byc by chciala,
Albo na odwrot, interloktur branaieje bo slyszy nie to czego sie spodziewal a ja brna uparcie bo z opisu wynikalo ze wlasnie o to chodzi.
Ale sa tez takie scenariusze, kiedy Autor dokladnie wie co ma na mysli i oddaje to doskonale i tylko konkurencja jest duza, a ja nie ulicznica i nie bardzo mi idze sprzedawanie sie.
Ktory by to nie byl scenariusz stress mnie zzera z clamaniem i czasem juz dzien wczesniej mam nerwa.
Kiedys na przyklad dzien przed takim interwju poszlam z Przebrzydluchem do kina i po kinie byl on strasznie zdegustowany brakiem mojego zainteresowania i taka strasznie nieobecna mRufa u swego boku, dopoki sobie nie uswiadomil, ze nastepnego dnia na tortury, tfzu igrzyska smierci, tfu interwju jade.
Wtedy po pierwsze stwierdzil, ze na przyszlosc nie bedziemy chodzic do kina dzien przed takimi zabawami (na co ja sie oburzylam, bo mnie to dobrze zrobilo, ale Przebrzydluchowe Ego cierpialo), bo pozniej nie mozna ze mna obgadac obejrzanego produktu kinematografii i w ogole jestem malo obecna, a po drugie pozalowal, ze nie moze ze mna pojechac (bo raz z nim na jego interwju pojechalam, jak szofer i wsparcie moralne przed i po, oczywiscie na jego wyrazne zyczenie, bo ja na przyklad nie miewam parcia na kompanie w drodze na tortury).
Innym razem (wieki wczesniej), pojechalam w Stolycy na jakies zadupie, na pierwsza runde rozmowy i sie pomylilam i skrecilam nie tam gdzie trzeba.
Niefortunnie w godzianch pracy wiec wszedzie staly samochody i nie bylo mozliwoscie zawrocenia wiec musialam sie wycofac, prosto ( i tylem) w glowna i przelotowa droge.
Wiadomo manewr obarczony wysykim ryzkiem wiec mimo podpowierzchniowego nerwa przystapilam do niego bardzo racjonalnie (droga nie byla jednokierunkowa tylko tak zastawione samochodami ze nie mialam jak zawrocic nawet na 15cie razy)– obejrzalam sie, caflam, obejrzalam znowu, znowu caflam i tak po kawalku. Dotarlam do wylotu na glowna (3 pasmowa) oszacowalam ruch na drodze – na pasi dla mnie w oddalil widac bylo ciezarowke, ale na tyle daleko i nie szybko ze uznalam ze moge ostatnie cofniecie plynnie polaczyc z wyjazdem na droge.
Nadepnelam na gaz na wstecznym i po 2 metrach DUP!. Stoje.
Ki grzyb?? Zdziwilam sie, bo przeciez nie bylo tam nic co moglabym walnac!
Otoz okazalo sie, ze jak jak skonczylam szacowanie dostepnosci pasa, ciezarowke wyprzedzilo cos mniejszego i prawdopodobnie lotem koszacem wpakowalo sie w boczna droge, prosto za moj zadek. Na wstecznym i nawet z migajacym kieruniem.#

Nie wiem czy on mnie nie widzial czy uwazal ze powinnam widziec jego – ja jechalam tylem to mialam nawet wymowke nieprawdaz, a on przodem i w ten sposob eleganko wpakowalam mu sie dupskiem w bok.
A dalej wiadomo – wymiana numerow polis, telefonów itp. Czysta przyjemnosc nieprawdaz, doskonale kojaca skolatane i poszarpane nerwy.
Na rozmowe jednak zdazylam, ale z planowanego czasu na osiagniecie wewnetrzengo Zen przed rozmowa zostalo 5 minut zeby uspokoic oddech po galopie na pietro.
Pierwsza rozmowa poszla mi calkiem niezle, prawdopodobnie wylacznie z zaskoczenia bo tak bylam przezyciem wytracona z rytmu – JEGO TAM NIE BYLO a 5 sekund pozniej byl.
No qrwasz teleportowal sie czy jak?
Do dzis nie moge wysjc z podziwu jak szybko sie znalazla centralnie za mna.

A tak a’propos – moje auto nawet nie zauwazylo przeszkody! Przeciwnik zas wygladal jakby mu sie slon po boku przewalkowal a mial wieksze auto niz ja. Mariaz czeskiej stylistyki i niemieckiej mysli technicznej swiecil triumfy pod moim kierownictwem!

Druga rozmowa odbywala sie po paru tygodniach z innym czlowiekiem i los nie zaprezentowal mi niespodzianki celem odwrovenia mojej uwagi od stresu, wiec rozmowa przebiegla troche inaczej i jak sie po pierwszych 20 minutach zorientowalam ze musze drugi raz odsuwac sie od stolu, po ktorego stronei rpzeciwnej siedzial potencjalny przyszly szef to uznalam, ze to nie ma sensu bo animozja tak silna – antychemia taka – ze wylazi w mowie ciala az tak intensywnie, nie wrozy niczego dobrego. Interlokutor mial chyab podobne wnioski, tyle ze posunal sie nawet to uszczypliwych stwierdzen typu “no wiesz, my tu nie siedzmy we wlasnych wygodnych pokojach jak na Zakladzie.” Jak sie okazalo kiedy na Zakadzie pracowal, acz w innym charakterze niz ja wiec tym bardziej fanka nie zostalam.

Ale wrocmy do meritum.
Oaza Spokoju.
To znaczy NIE Oaza Spokoju.

To znaczy ta najnowsza rozmowa.

Otoz wymagala przygotowania czegos do zaprezentowania.
Temat bliski memu sercu, jakies tam rozeznanie tematu musialam zrobic, no ale bez przesady. Ogarnelam temat, czesciowo przed imprezka w sobote, nastepnie we wtorek przed poludniem wyprodukowalam slajdy, porobila mtroche notatek dla pamieci (oczywiscie nic z tego nie skorzystalam, bo temat czulam nawet w cebulkach wlosow, w koncu siedze w fachu od przeszl o15 lat, pewne standard obowiazuja).
No ogolnie luz blues i obwisle skarpety.
To znaczy tak myslalam.
Przyszla sroda.
Odzialam sie z umiarem elegancko bo rzmowa w ramach Kolchozu wiec nie bylo sensu przeginac.
Podjechalam do Kolchozu, myslac sobie ”kurcze, jestem na prawde calkie spokojna i czuje sie przygotowana.”
Zaparkowalam, ale troche nie równo wiec postanowilam sie wycofac. Wrzucilam bieg, zerknelam za siebie i ruszylam.
DO PRZODU!
Dobrze ze wolniutko i tylko kawaleczek i nie rozpierwolilam dupska samachodu przede mna, ale jak juz ogarnelam sytuacje, to z ust mych korali wymsknelo sie na glos:
“Wyglada, ze jednak nie jestem az taka oaza spokoju jak mi sie wydawalo!”

Jestem oazą spokoju – pie*dol*nym kwiatem lotosu na zaj*biście spokojnej tafli jeziora
A wagon medytujacych mnichów patrzy na mnie w naboznym zachwycie ;)
Co mi przypomnialo inna rozmowa – nie oprace ale w pracy. Jakos okropnei napiety grafik byl w pewnym projekcie i chodzilam ciagle podminowana. Normalne metody nie dawaly rady wiec postanowilam udac sie do lokalnej pateki, w ktorej farmaceutki juz mnie witaly radosnie, jak ukochana krewna, bo jako lokalna, apteka ta otrzymywala spora czesc mojego wynagrodzenia za painkillery i rozne suplementy.
Poszlam zatem i poprosilam o cos co mnei troche wyluzuje, ale najchetniej NIE farmakologicznego.
Dostalam kilka opcji, w tym pudlo herbatki ziolowej, przyjelam wszystkie opcje i wrocilam d obiura z reklamowka pekata sie prezentujaca – przez to pudlo.
Kolega B, na moj widok, a konkretnie na widok tej pekatej torby wykrzyknal
“mRufo! Jak ty tylko wszystko wezmiesz...!”
“To spokój grabarze bedzie przy mnie stanem lekkiego poddenerwowania” dokonczylam.
Kurtyna.


Tuesday, 29 August 2017

Horror i Mysz apteczna, scenka rodzajowa z Lochów

I nie chodzi tu o ciezkie przezycia gryzonia zamieszkujacego jakis przykurzony kat pod regalem w loklanej aptece, tylko o optyczna myszke bezprzewodowa, zwana przeze mnie mysza apteczna bez ogona.
Ukradzione stad.
O  Horror juz tu bywalo i nie ukrywam, ze kobieta zachwytu mojego nie budzi, a juz o sympatii mowy nie ma. Kiedys, zanim ja lepiej poznalam i wiedzialam tylko to co mi mówila to nawet jej wspolczulam, ale od 2 lat ze sporym okladem znam obie strony medalu i rózne miewam emocje w sobie na jej temat, ale pozytywne to one jednak nie sa i wspolczucia w sobie wykrzesac juz nie potrafie chocby nie wiem co.

Nie jestem jedyna w Lochach kolchozowych i nie tylko, wiec troche mniej mnie z tego powodu sumienie kasa.

Ale do rzeczy.

Mysz apteczna bez ogona, epizod pierwszy – Rodentus Flatlinerus Niepospolitus.
Opowiada Urosz, pozna wiosna/wczesnym latem, czyli nie tak znowu dawno.
Caly dzisieszy dzien bylo koszmarem, ale ten jeden moment sprawil, ze porawil mi sie humor.
Milismy CAB, co bylo koszmarne bo Horror juz wrocila i usilowala przejac dowodzenie. Zapuscila swoja prezentacje, chwycila za myszke celem podkreslenia czegos, a tu ZONK. Nic sie nie dzieje.
Nie zrazona Horror szarpie biednym gryzonie mto w prawo to w lewo, potrzasa, podskakuje, az w koncu podniosla ustrojstwo do oka “bo chyba wylaczona” ale majdrowani nic nie dalo, za to sie wydalo, ze mysza jest dziwnie lekka.
Otóz ktos zapie**yl baterie z myszki Horror.
Horror podniosla szum, narobila dymu – wszyscy w Lochach juz wiedzieli jak ktos jej z myszki baterie zakosil (akumulatorki), jaka to podlosc, kto, jak i kiedy?? Helpdesk w panice szukal nowych, dzialajacych.
Koniec opowiesci Urosza.

A mnie przy tym nie bylo!!

Sprawa kradzieja nie zostala rozwiazana, acz ja mam niecne podejrzenia ze sama wyjela celem naladowania i zapomnialam o tym na smierc, bo legenda Lochowa sie z tego nie zrobila – a kobieta ma szczegolne zdolnosci do tworzenia nowych legend w folklorze Lochów.

Mysz Apteczna bez ogona, epizod drugi – Poltergeist strikes back.
Opowiadam ja.

Siedze sobie dzis w Lochach, nikomu nie wadze (no prawie bo tylko 3 osoby dzis pytaniami rozpraszam i tez bez wielkiego ognia) i nawet specjalnie sie nie staram sluchac co inni robia.

Ale wybuch perlistego rechotu zza przegrody w wykonaniu Horror, który zawsze sprawia ze czuje lekki niepokój bo ta kobieta jak sie smieje to zawsze mam obawy ze zaraz zacznie histercznie przegryzac okoliczne gardla z tym samym wyraze na obliczu, marginalnie sciagnal moja uwage.
Sciagnal, puscil, wyparlam.

Po kwadransie uslyszalam slowa:
“No zobacz, ja tak, a ona tak, ja w te, a ona w druga...”
To juz zabrzmialo mi jakby znajomo, ale nie oddelegowalam do tematu rzadnych szarych komórek tylko pozostalam na biernym nasluchu.

Meski glos, który po uniesieniu wzroku znad klawiatury zidentyfikowalam z V, kolega lochowy, od jakichs 3 lat awansowany do kierowniczych funkcji odparl:
“Widocznie ktos ma jakies bezprzewodowe urzadzenie ktore uzywa tej samej czestotliwosci co ona.”
“Myslisz?” z powatpiwewaniem zapytala Horror. “Rany zoabcz, zboacz co teraz robi”
I znowu ten perlisty rechot.

Wypieram twardo.

Ale jakas szara rebeliantka w moim czerepie pochylila w kierunku Trabki Eustachiusza i zaczyna analizowac tresc.
Horror histerycznie “No popatrz no, jakby zyla wlasnym zyciem!”
V stoicko “No jakby... No dobra ide i przy okazji zapytam w helpdesku czy maja jakas inna mysz bezprzewodowa dla Ciebie. Popatrz tyle jest czestotliwosci a trafilo akurat na tez sama co Twoja.”
Odruchowo pomyslalo m isie samo ‘o rany ktos nadaje na tej samej czestotliwosci co ona.’

A ta szara rebeliantka wrzasnela w moich zwojach “NAWIEDZONA MYSZ!”

A ja z rozpedu powtórzylam to w formie pytania:
“Czy to znaczy ze twoja mysz zostala opetana??”

Horror, az sie wysunela zza biurka zeby na mnie spojrzec z podziwem:
“TAK!! Dokladnie taka – opetana!”

Kurtyna.

PS. Mialo byc o kolejnej wyprawie na Szmaragdowa, ale wyszlo jak wyszlo - rzucila sie na mnie mysz apteczna, to co robic, tak?

Monday, 21 August 2017

Ocierajac brokat z czola..., czyli scenka rodzajowa z Lochów.

No wiem to brzmi conajmniej nietypowo w moim wykonaniu, ale scenka szla tak:

Stoje w kuchni Kolchozowej, po umyciu kubeczka zapasowego (nie, nie stluklam mojego podstawowego), wycieram go recznikiem papierowym i mówie niepochlebne rzeczy na temat wyspowych tortów weselnych (pracowa para sie w weekend z recydywy pobrala i polowa pary przyniosla dzis do pracy tort, na który spojrzalam z obrzydzeniem dwojakim - wzgledem tortu i wzgledem pana mlodego bo byl tym panem "mlodym" Troll) do kolezanki-sasiadki biurkowej.

Przetarlam wlasnie, przy okazji wilgotnym reczniczkiem wlasne czolo.
Na to zza mojego jestestwa wychyla sie inna kolezanka i pyta z nadzieje w glosie:
"Will I be jumping the queue if I make my move now towards the kitchen sink?" (Czy jesli przysune sie teraz do zlewu to bede sie wpychac bez kolejki?)
Odparlam pogodnie i kompletnie bezmyslnie, ze "no, go ahead, I was just moving away from the sink, brushing glitter of my forehead" (A skad, nie krepuj sie, wlasnie od zlewu sie odsuwam, ocierajac brokat z czola.)

-------------------------------------------
Ale od poczatku - Merkury wszedl w retro 13 sierpnia i w nim pozostanie przez kilka tygodni. Wiem, Marga nie wierzy we wplyw, ale ja nie musze wierzyc, ja go widze. Jesli nie jest to wplyw Merkuriusza to musi byc jakas inna energia z osobliwym poczuciem humoru, która szpaci w tym samym czasie.
Mnie Merkury przeczolgiwal jak zwykle juz pare tygodni wczesniej, wiec juz nastawiona wcale nie zdziwilam sie, ze na przyklad nasza grupowa wycieczka niedzielna do Bad Ems przebiegala z takimi turbulencjami jak zalana droga nad rzeka, druga droga zamknieta bo roboty, a ta trzecia przyprawila nawet takiego twardziela samochodowego jak ja o lekki dyskomfort.
Odkrycie o poranku tego dnia, ze 2 pary portek z posiadanych trzech sa rozdarte w ogóle mnie nie zdzwilo tylko pogratulowalam sobie zbrania tej trzeciej pary, chociaz jak je kupowalam pare tygodni wczesniej, to mialy obszerne proste nogawki i liczylam sie z koniecznoscia skracania, a jak je w domu wyjelam z torby celem przymiarki to sie okazaly zwezane ku dolowi i niczego nie wymagajace, tylko mialam obawy jak sie bede w nich prezentowac, ale tu Bozena mnie uspokoila, ze moze byc, a Agatka nawet dodala ze mi do koralików pasuja, co mnie prawie do lez wzruszylo.

Jedne spodnie zreszta sobie zaszylam u Margi przed sama podróza i wszystko byloby swietnie, gdyby nie to, ze okropnie ocieral mnie pasek w bucie, a ze bylo goraco po stronie odlotów to na przyloty dotarlam pólprzytomna z wscieklosci na ten ocierajacy pasek i pare innych rzeczy, których juz szczesliwie nie pamietam. Dotrwalam do wyjscia z bagazem (który poczulam zanim go zobaczylam, bo jeden z zakupionych na przemyt serków okazal sie tak aromatyczny, ze szczelne zapakowanie go z 4 warstwy toreb nie bylo wystarczajaco zapora i poczulam ten serek zanim walizka wyloznila sie zza wegla. Jakos zaskakujaco nie musialam sie przez nijaki tlum przepychac zeby jej dopasc i w ogole, co by pewnie wyjasnialo jeden z aspektów moje wscieklosci - bo wyobrazilam sobie jak bardzo capia moje wszystkie ubrania i czekoladki, ktore tez w ramach przemytu mialam w walizce) i dopadlam pierwszego wolnego siedziska, ktore nagle okazal osie jedynym uzywanm w calym rzedzie (serek rulez!) i siadlam na nim z impetem, czujac i wrecz slyszac jak zaszyte spodnie rozdzieraja mi sie ponownie!
Nie musze chyba dodawac ze pierwszy austobus na parking mi uciekl bo odleglosc miedzy windami a przystankiem pokonywalam krokiem gejszy i w tempie flegmatycznego zólwia?

Ale nie o tym dzis chcialam.

Otóz jakies 2 tygodnie przed wycieczka zamowilam sobie torbe/plecak - tzn hybryde, ze dwa w jednym, pewnej amerykanskiej marki, która pokochalam od pierwszego kopa po odkryciu. Obecna juz zaczyna ujawniac nadgryzienei zebem czasu wiec uznalam ze czas na nowa.
W sklepiej gdzie kupilam pierwsza juz ich nie prowadzili, ale zaskakujac na ratunek przyszedl mi amazon, prezentujac caly szereg tych toreb, w nieco nowszym modelu, który troche mniej mi sie podobal, ale niespodziewanie trafilam na jednego sprzwdawce, ktory oferowal dwie sztuki starego mogelu w slicznym kolorze turkusowym. Cena byla zaskakujaco przystepna, co uruchomilo podejrzliwosc, ale nie na tyle, zebym zrezygnowala. Zamówilam zatem torbe warta kolo 40 funciaków za 22 funciaki. Zwierzylam, ze sie nawet Bozence z obaw, ale wyrazilam nadzieje, ze moze jednak "z TIRa spadly" i stad taki bezcen.
Torba miala dotrzec do 21 Sierpnia.
Tydzien temu, po powrocie z wycieczki sprawdzilam status wysylki i wyszlo, ze jest w drodze i ze idzie do mnie... z Chin. Troche mnie to zmartwilo, a troche uspokoilo. Zmartwilo, bo robi Amrican Native Design w Chinach, a uspokoilo, bo jesl ito jednak chniszczycna to wyjasnia czemu tak tanio.
W sobote, 19tego sierpnia uslyszalam jak mi listonosz pika pode drzwiami, ocenil stan swojego odziania (pidzama domowej roboty czyli bawelniana tunika i rownie bawelniane szorty prawie do kolan) i uznalam ze jak sie wychyle zza drzwi to sie nie domysli, ze jestem pidzamowcem.
Ale ku mojemu zaskoczeniu pukania do drzwi nie bylo tylko cos zostalo bez wielkiego wysilku wepchniete w dziure pocztowa.
Poniewaz bylam rpzekonana, ze to ta torba t otroche mnie rozmiar zaskoczyl (jak juz kiedys bylo z okularami na biust dla dElvix ktore przyszly zakamuflowane jako majtki w kwiatki), przeszlo mi przez mysl, ze sprzedawca omylkowo wyslal mi portfel, pogodzilam sie z ta mysla, bo portfel z tej firmy tez by mi nie przeszkadzal, a ze porzredniego dnia ogladalam oferte pewnej australijskiej firmy i ceny byly zabijajace, to nawet zdazylam pomyslec, ze portfel drozszy od pieniedzy...
I na tym mysl sie skonczyla bo dotarlam do drzwi i podnioslam pakiecik z podlogi, rozszarpalam torebke i oczy moje piekne ujazly pogniecione pudelko z napisem
Ray-Ban
Zbaranialam na poczekaniu, jak latwo sie domyslic.
Jak troche mi odpuscilo, zajrzalam do pudelka, faktycznei bylyb w nim okulary.
Spojrzalam na adres na pakiecie, myslac, ze to pomylka i którys z sasiadów zamowil sobie te okulary i na nie czeka, ale nie. Na nalepce adresowej jest moje imie, a nazwisko z jakiegos powodu stanowi czesc adresu, ale poza tym wszystko sie zgadza. Oprócz zawartosci.
Wartosc przesylki na deklaracji - 6USD.
Czyli nie dosc ze nie torba to w ogóle podróbki okularów.
cos tam sie we mnie zapienilo, to pewne, bo juz w myslach ukladalam jadowity tekst do wyslania sprzedawcy, ale ochlonelam i wyslalam wiadomosc z sugestia honorowaego wyjscia z tematu, ale wnioskujac ze do tej pory brak jakiejkolwiek rekacji to mam coraz silniejsze podejrzenia, ze to ni byla pomylka, a oszustwo.
Kwota dupy nie urywa, ale przykro czlowiekowi sie troche robi.
Jakby bylo napisane ze to z Chin idzie to bym sie nie skusila, bo jednak troche o nich wiem, a przygoda Margi i Miska z rikszarzem (chyba, bo mzoe to taksowkarz), który wydal im reszte w rublach ruskich nacinajac te przemila pare chyab nawet bardziej niz mnie, tylko mnie upewnia w podejrzeniach.
Ale ten brokat.
Jakies 2 lata temu moja CO zapragnelam spinke w ksztalcie korony z brokatem.
Pragnienie zostalo mi przekablowane, a przeciez co ksiezniczka sobie zyczy to ksiezniczka dostanie - w koncu to moja jedyna CO plci zenskiej.
Pokopalam troche i trafilam na spineczki w podobnym formacie tylko, ze byly z zestawie i troche mniejsze, ale co tam, pomyslalam i zamówilam. Pozniej trafilam na wieksza, tylko na zlej spince i tez zamówilam. Oba zamowienia szly z Chin. Szly dlugo, ale doszly jak trzeba. Spinki z zestawu pojechaly do CO, a te dodatkowo postanowilam przerobic, zeby byla na wlasciwej spince.
Korone trzymalam z pracy, spinke do wymiany tez. Dla wygody lezaly w moim awaryjnym kubku w szufladzie w Lochach. Prawie 2 lata taka lezaly.

Korona z Brokatem. w srodku ma"klejnot" rurzowy.

No i dzis mnie przycisnela bieda, bo siedze w Lochach, pic sie chce, a kubek w szafce na Poddaszu. Niby moge pojsc po niego, ale na górze jestem wiecej niz na dole to se pomyslalam, ze no trudno, zutylizuje awaryjny.
Wyjelam zen korone, spinke, jakies cukierki z HongKongu (no wiem, strasznie azjatycko mi sie wszystko tu uklada) i nie myslac kompletnie nic...
Cukierki z HongKongu, mozliwe, ze w ogóle chinskie. nie wiem, nie umiem czytac tych krzaczków.
DMUCHNELAM w ten kubek.
A w nim byl brokat, co dostrzeglam katem oka mruzonego podczas dmuchniecia.
I dmuchnelam sobie nim prosto na czolo.
W tym momencie zdolnosc myslenia mi wrocila, popukalam sie w czolo i poszlam umyc kubek.
I tak wlasnie znalazlam sie w sytuacji wspomnianej na wstepie.

-------------------------------------------
"Will I be jumping the queue if I make my move now towards the kitchen sink?" (Czy jesli przysune sie teraz do zlewu to bede sie wpychac bez kolejki?)
Odparlam pogodnie (i calkiem odruchowo), ze "no, go ahead, I was just moving away from the sink, brushing glitter of my forehead" (A skad, nie krepuj sie, wlasnie od zlewu sie odsuwam, ocierajac brokat z czola.)

Kolezanka zaintrygowana przystapila do mycia kubka i pyta pomocniczo:
"Czyzbys miala za soba szczegolnie rozrywkowy weekend?"
"Nie, skad, moj kubek jest na górze wiec zmuszona bylam wyjac kubas zapasowy, w którym byl cos pokrytego brokatem, a ja niewiele myslac wen dmuchnelam i teraz zacieram slady"
Na co kolezanka bardzo stanowczo:
"Ach, rozumiem, ale wiesz, moze jednak nie powinnas go scierac?"
"Mysle, ze powinnam."
"Ale..."
"NIE!" odparlam rownie stanowczo i udalam sie do biurka.

Kurtyna.