Description

Wspomnienia mniej lub bardziej biezace, bo technologia wyparla potrzebe pisania listow i nawet maili do bliskich i blizszych i tych calkiem oddalonych

Tuesday, 29 August 2017

Horror i Mysz apteczna, scenka rodzajowa z Lochów

I nie chodzi tu o ciezkie przezycia gryzonia zamieszkujacego jakis przykurzony kat pod regalem w loklanej aptece, tylko o optyczna myszke bezprzewodowa, zwana przeze mnie mysza apteczna bez ogona.
Ukradzione stad.
O  Horror juz tu bywalo i nie ukrywam, ze kobieta zachwytu mojego nie budzi, a juz o sympatii mowy nie ma. Kiedys, zanim ja lepiej poznalam i wiedzialam tylko to co mi mówila to nawet jej wspolczulam, ale od 2 lat ze sporym okladem znam obie strony medalu i rózne miewam emocje w sobie na jej temat, ale pozytywne to one jednak nie sa i wspolczucia w sobie wykrzesac juz nie potrafie chocby nie wiem co.

Nie jestem jedyna w Lochach kolchozowych i nie tylko, wiec troche mniej mnie z tego powodu sumienie kasa.

Ale do rzeczy.

Mysz apteczna bez ogona, epizod pierwszy – Rodentus Flatlinerus Niepospolitus.
Opowiada Urosz, pozna wiosna/wczesnym latem, czyli nie tak znowu dawno.
Caly dzisieszy dzien bylo koszmarem, ale ten jeden moment sprawil, ze porawil mi sie humor.
Milismy CAB, co bylo koszmarne bo Horror juz wrocila i usilowala przejac dowodzenie. Zapuscila swoja prezentacje, chwycila za myszke celem podkreslenia czegos, a tu ZONK. Nic sie nie dzieje.
Nie zrazona Horror szarpie biednym gryzonie mto w prawo to w lewo, potrzasa, podskakuje, az w koncu podniosla ustrojstwo do oka “bo chyba wylaczona” ale majdrowani nic nie dalo, za to sie wydalo, ze mysza jest dziwnie lekka.
Otóz ktos zapie**yl baterie z myszki Horror.
Horror podniosla szum, narobila dymu – wszyscy w Lochach juz wiedzieli jak ktos jej z myszki baterie zakosil (akumulatorki), jaka to podlosc, kto, jak i kiedy?? Helpdesk w panice szukal nowych, dzialajacych.
Koniec opowiesci Urosza.

A mnie przy tym nie bylo!!

Sprawa kradzieja nie zostala rozwiazana, acz ja mam niecne podejrzenia ze sama wyjela celem naladowania i zapomnialam o tym na smierc, bo legenda Lochowa sie z tego nie zrobila – a kobieta ma szczegolne zdolnosci do tworzenia nowych legend w folklorze Lochów.

Mysz Apteczna bez ogona, epizod drugi – Poltergeist strikes back.
Opowiadam ja.

Siedze sobie dzis w Lochach, nikomu nie wadze (no prawie bo tylko 3 osoby dzis pytaniami rozpraszam i tez bez wielkiego ognia) i nawet specjalnie sie nie staram sluchac co inni robia.

Ale wybuch perlistego rechotu zza przegrody w wykonaniu Horror, który zawsze sprawia ze czuje lekki niepokój bo ta kobieta jak sie smieje to zawsze mam obawy ze zaraz zacznie histercznie przegryzac okoliczne gardla z tym samym wyraze na obliczu, marginalnie sciagnal moja uwage.
Sciagnal, puscil, wyparlam.

Po kwadransie uslyszalam slowa:
“No zobacz, ja tak, a ona tak, ja w te, a ona w druga...”
To juz zabrzmialo mi jakby znajomo, ale nie oddelegowalam do tematu rzadnych szarych komórek tylko pozostalam na biernym nasluchu.

Meski glos, który po uniesieniu wzroku znad klawiatury zidentyfikowalam z V, kolega lochowy, od jakichs 3 lat awansowany do kierowniczych funkcji odparl:
“Widocznie ktos ma jakies bezprzewodowe urzadzenie ktore uzywa tej samej czestotliwosci co ona.”
“Myslisz?” z powatpiwewaniem zapytala Horror. “Rany zoabcz, zboacz co teraz robi”
I znowu ten perlisty rechot.

Wypieram twardo.

Ale jakas szara rebeliantka w moim czerepie pochylila w kierunku Trabki Eustachiusza i zaczyna analizowac tresc.
Horror histerycznie “No popatrz no, jakby zyla wlasnym zyciem!”
V stoicko “No jakby... No dobra ide i przy okazji zapytam w helpdesku czy maja jakas inna mysz bezprzewodowa dla Ciebie. Popatrz tyle jest czestotliwosci a trafilo akurat na tez sama co Twoja.”
Odruchowo pomyslalo m isie samo ‘o rany ktos nadaje na tej samej czestotliwosci co ona.’

A ta szara rebeliantka wrzasnela w moich zwojach “NAWIEDZONA MYSZ!”

A ja z rozpedu powtórzylam to w formie pytania:
“Czy to znaczy ze twoja mysz zostala opetana??”

Horror, az sie wysunela zza biurka zeby na mnie spojrzec z podziwem:
“TAK!! Dokladnie taka – opetana!”

Kurtyna.

PS. Mialo byc o kolejnej wyprawie na Szmaragdowa, ale wyszlo jak wyszlo - rzucila sie na mnie mysz apteczna, to co robic, tak?

20 comments:

  1. to mi przypomniałaś o żywych myszach, moja Susie kupowała te myszy dla swojego węża boa dusiciela, a ze oko je także, kupowała te myszy w rożnych pięknych kolorach, były nawet takie ze świecącym futrem oraz zez trwalna ondulacja, kupowała je jak był jeszcze mały ten boa, tak z półtorej metra, no i te myszy jej się trochę mnożyły, wiec wciskała ludziom, bo wielu lubi mieć w domu myszki, razu pewnego przyniosła na zamówienie dwie sztuki, z tego jedna sobie uciekła, zważając na to, ze nasza Notruf- und Serviceleitstelle zwana w skrócie NSL, po naszemu Centrum alarmowe i serwisowe, obsługiwała około trzech tysięcy klientów w całym regionie Renu i Menu oraz to, ze myszki lubio żreć kable, blady strach na nas padł, a my zaraz za nim na glebę szukać uciekinierki, zmiana nasza się skończyła, a myszy ni widu, ni słychu, cóż było robić, jak nie zgłosić ucieczkę do szefostwa, które zamówiło pogotowie do łapania myszy, następnego dnia Susie podpisała bez słowa sprzeciwu, a nawet z wdzięcznością naganę, ze to tylko nagana ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahaha, bylo tego pytonga wypuscic, znaczy boa, moze by wciagnal mysze dezerterke i przy okazji zapenil podwyzszony poziom bezpieczenstwa :)
      a na serio, wcale sie nie dziwie, ze Susie powitala z ulga, ze to ni bylo co gorszego :)

      Delete
  2. Ciiiiiicho, o akumulatorkach nikomu nie powiemy, ćśśśśś... niech zostanie to miedzy nami a internetem ;P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na upartego to ja predzej moglam to mysie opetanie zorganizowac bo mam odpowiednie narzedzia i uprawnienia lol, ale z zalem wyznam, ze nie byla mto ja bo mam wieksze problemy - np zespol o nazwie RAD (Rapid Application Development), który od trze tygodni nie jest w stanei nic popelnic... Mam wrazenie ze to R to jednak nie od Rapid a Retarded heh (gorzko wzdycha).

      Delete
    2. Co do opetania, to zawsze to jest jakis plan na przyszlosc, jak zajdzie potrzeba.
      A jak Cie o cos oskarza, to wlozysz korone na glowe i zaslonisz sie immunitetem królewskim!
      Szczwany plan z tego sie wykroil, przyznasz.

      Delete
    3. W istocie szczwany nadwyraz, szczególnie ze tej korony jeszcze nie wyrzucilam. wyrzucilam te druga, domowa, ktora byla z falbankami bo falbanki z mody wychodza ;)

      Delete
    4. To dobrze. Z tymi falbankami. Bo trzeba mieć 40kg niedowagi, żeby dobrze wyglądać w falbankach. Czyli będę mogła ze spokojem sumienia wyrzucić ten wyrzut, co wisi w szafie i mi o tym przypomina (no bo jak niemodny to można). ;)

      Delete
    5. No prosze robie sie blogiem modowym bez mala lol and lol....

      Delete
    6. To jest prawdziwy humianizm, jak się wszystko ogarnia i rozumie i w ogóle. Taki a'la Da Vinci, nie taki a'la "nie umiem liczyć, to jestem humanista". ;)

      Delete
    7. I z tego daleko posunietego humanizmu prawie bym komcia sekretarce skasowala zamiast odpowiadziec.
      To sie chyba nazywal tez czlowiek renesansu tez no nie (ten co to ogarnial wszystko, nie zebym ja miala ambicje w tym temacie lol)

      Delete
  3. Swoją drogą to ciekawe zawirowania gwiezdne, że wstrzeliłaś się z ripostą zwerbalizowaną pytaniem dokładnie w myśl Horroru. :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. a to chyba zboczenie umyslowe bardziej niz zawirowania, ale biore zawiorowania bo stawiaja mnie w lepszym swietle.

      Delete
    2. Zawsze lepsze światło to lepsze światło.

      Zdjęcia można robić ładne, jak się ma dobre światło, nie?

      Delete
    3. No wiem, wiem, jako reporterwizualnie sie kompletnie nie sprawdzam ;) Te okulary gugla trzeba chyba jednak...

      Delete
  4. (ciud, mniód i orzeszki ... udało mi się załadować formatkę komentarzy, a czy uda się komentarz dopisać - o to jest pytanie?!)

    .. hm ... u mnie takie objawy myszki zaraz wywołują zastanowienie, czy przypadkiem jakieś robactwo mi się w kompie nie zagnieździło bez mojej zgody i tym bardziej bez mojej wiedzy... acz jeśli chodzi o Horror, to akurat chyba, nawiedzona mysz pasuje do Horror...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Skad innad sluszne podejscie, ale w Lochach takie rzeczy u nas sprawdzamy odruchowo, szczegolnie po ostatnich atrakcjach.
      chociaz uczciwie musze przyznac, ze bywa iz szewc bez butów chadza, wiec nie bede sie upierac ze nie mogl byc to wirus :D (oprocz tych beterii co ich nie bylo ;) o takich wirusach jak ozywo nie slyszalam).

      Delete
  5. Cyfryzacja doszła też nad i pod ziemię, cóż zrobić. Lucyfer też ma widocznie wifi i laptopa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Long time no see PandeMoniczny Skopionie ;)
      Osobiscie jestem przekonana, ze raczej smarkfona ma, dotykowego takiego, bo moim zdaniem to jest wlasnie wynalazek z piekla rodem ;)

      Delete
    2. Tak, long. Byłam na Malediwach.
      Aaa, mnie ten diabelski wynalazek omija szerokim kręgiem piekielnym.

      Delete
    3. Tak prosto z tej lesniczówki to szok dla systemu byl, co? :D
      Ale patrz co te Malediwy takie poularne ostatnio, a mnie jakos nic ten kierunek nie rajcuje. Ja bym w Góry Skaliste, albo jaki inny Pacific Rim.

      Przed tem wynalazkiem piekielnem ciezko sie dzis bronic, ale ja znalazlam ten no,
      jak to sie mówie...
      czekaj, bo to nowe slowo w moim slowniku i nie moge go jeszcze zapamietac...
      O!! kompromis! :D i mimo drobnych mankamentów bardzo sobie chwale.

      Delete