Description

Wspomnienia mniej lub bardziej biezace, bo technologia wyparla potrzebe pisania listow i nawet maili do bliskich i blizszych i tych calkiem oddalonych

Tuesday, 6 December 2016

Balistyczne Guziki, czy Wystrzalowe Dzinsy? czyli jak to mRufa poleciala na Planete Ojczysta.

Bo pojechalam sobie na Planete Ojczysta. Koniec pazdziernika mamy, obecnego Anno Domini.
No niestety ostatnie 2 lata tak mam, ze latam prawie wylacznie na Planete Ojczysta. No juz trudno.
Tym razem byla to moja doroczna Pielgrzymka aka Maraton Cmetarny.

Tym razem jednakowoz, wygladalo, ze czeka mnie wyjatkowa atrakcja w postaci wycieczki do Torunia, na spotkanie na Wasatym Szczycie.
Ale nie wychodzmy przed orkiestre, na razie dopiero wybieram sie na samolot zapolowac.

Pojechalam na lotnisku, celem zdeponowania Czerwonej Strzaly na parking lotniskowym (po sprawdzeniu, ktory parking zarezerwowalam (ciekawostka – otoz za parking zaplacilam wiecej niz za lot na Planete Ojczysta...)). Wyjechalam jak trzeba z lekkim zapasem czasu, ale ze byla to sobota i rano wiec nie szalejmy, wyjechalam okolo 20 minut wczesniej niz aboslutne minimum. Szlo mi jak po masle, lecialam jak burza po rowninach. M40, M25 tylko migaly w oczach i nie dlatego, ze tak szybko mrugalam.
Czulam, ze juz jestem w ogrodku, gaska wystawia kuperek przez drzwi, i na ostatniej prostej mozna by rzec, DOOP.
Kolejka. 1.5 mili od terminali, ze dwie mile od parkingów no moze trzy, 3 pasy stacjonarne.
Bez pola manewru. 
I ja.
Do parkingu musze pokonac okolo 2/3 tego korka, dalej wlasciwie widze ze juz jest ok, czyli korek wynika z czegos dziejacego sie na samym terenie lotniska.
Co sobie pomyslalam, kazdy przecietnie doswiadczony kierowca umie sobie wyobrazic. Nie-kierowca nie musi, ba nawet lepiej jakby nie probowal.
Poza tym pomyslalam sobie tez co nastepuje:
“Czy ja chociaz raz, jeden, tak dla odmiany odbede podroz BEZ efektow specjalnych? Tak zebym mogla sie przygotowac na taki eksces, bo jak mnie z zaskoczenia wezmie to jakich spazmow dostane z szoku...”
Dalej pomyslalam jeszcze:
“Qrrrr....czaca sie gwaltownie kiszka stolcowa... przeciez jak juz sie z niego wyplacze to pozniej wracajac autobusem z parking wdupie sie w niego na nowo...”
Ale postanowilam pokonywac te przeszkode przy pomocy niemowlecych kroczków... po jednym.
Odstalam swoje, strategicznie uplasowana na wlasciwym pasie, zeby nie dac sie wypchnac z ronda w zla droge, nadmiar czasu wstepnie okolo 30 minut, bo pusta droga oznaczala krótsza podróz, skurczyl sie drastycznie do minut 10ciu.
Wyplatalam sie z korka.
Swiadoma, ze czeka on na mnie tesknie, przycisnelam i na parking wpadlam driftem, bez mala jak Ace Ventura.

Dokonalam niezbednych manipulacji i dopadlam autobusu.
Tu szczescie na chwile sobie o mnie przypomnialo, bo podjazd do ronda korkowego od strony parkingow okazal sie o niebo lepszy niz sie obawialam.
Katem oka dostrzeglam tablice swietlna z jakims tekstem typu “Na Twoj Terminal podjedz wyjazdem bo nie zaparkujesz”
I faktycznie – autobus wypuscil nas na przylotach, a parkingi okoliczne byly szczelnie zablokowane dykta. Nawet nie zdazylam sie zainteresowac czemu, tylko pogratulowalam sobie w duchu, ze rezerwujac parking nigdy nie kusze sie zostawic auta “pod dachem” czyli przy samym terminalu.
Nastepnie przez chwile bylo calkiem niezle – tzn oprocz jednego braku zakupowego, ale to juz umówmy sie, nie wynika z podróznych przyczyn tylko glupkowatego marketingu producenta.
Obujuczona zakupami wbilam sie do samolotu i na poczatku nadal bylo niezle – otoz miejsce mialam siedzace, a to juz cos, bo znam takich co jak wsiadaja to nigdy nie maja pewnosci czy nie beda musiali tanczyc przy rurce...
I zaczely sie schody.
Weszlam na poklad, a oczom mym ukazal sie “glitch in the Matrix” czyli déjà vu.
Mianowicie przekroczylam jakis tunel czasoprzestrzeni i wchodzac do polskiego orla, znalazlam sie na pokladzie orla niemieckiego...  zrobilo mi sie troche niewyraznie, bo pamietalam jak okropnie ciasne i niewygodne sa krzeselka ogrodowe, ktore obecnie na poklady swoich orlow wstawia niemiecki brat.
Na lekko miekkich nogach dotarlam do mojego rzedu, wbilam co moglam na góre, obczailam oparcie krzeslka i z rozczarowaniem odkrylam brak haczyka na kurtke, wiec kurtke tez wbilam na gore i przystapilam do wbijania siebie w to krzeselko.
I nastapila chwila grozy, bo okazalo sie, ze chociaz jak bonie dydy, nie przytylam od czerwcowych lotow, tak antyglowa nie chce mi wejsc miedzy oparcia krzeselkowe. Przerazona zamarlam i tu wspomogla mnie grawitcja, a antyglowa wskoczyla elegancko na miejsce, sprawiajac, ze oparcia na lokcie otulily mnie czule w talii. Moja mina musiala chyba wpasc w oko stewardesie, bo jak tylko rozwinelam pas celem przypiecia sie podsunela mi pod nos... O ZGROZO... pas przystawke. 
Zdaje sie, ze nieco panicznie i bojowo zaprotestowalam, co ciekawsze w jezyku language, ze ja chyba jednak tego nie potrzebuje, bo stewardessa przepraszajaco zaczela tlumaczyc, ze tamten pan cos tam, cos tam... 
Pasa starczylo mi zwyklego bez problemu, tylko ciezko mi bylo wcelowac w klamre, bo na tych krzeslkach ogrodowych pasy sa zaprojektowane jakos tak dziwnie, ze jedna strona ma 20 cm a druga przeszlo metr i czlowiek sie musi zwinac w infinity zeby tym wezem wpiac sie w klamerke.
Tzn czlowiek slusznego obwodu, bo Patyczaki maja ten pas idealnie w okolicach przypepkowych...
W drodze powrotnej, identycznym samolotem wyposazonym w identyczne krzeselka ogrodowe, okazalo sie, ze miedzy oparciami mieszcze sie bez problemów, pas tez zapinam bez problemow, bo lewoskretnie mam wiekszy zasieg niz prawoskretnie, wiec jak slowo honoru nie rozumiem w czym byl problem. 
Szczegolnie, ze podczas pobytu na Planecie Ojczystej schudlam tylko raz w zyciu – jak mialam rota-wirusa, a bylo to przeszlo 3 lata temu...
Zaczelam powaznie rozwazac porzucenie patriotyzmu bo jednak Wyspowe Ptaszyska sa bardziej old-skulowe i nie zamieniaja foteli na krzeselka ogrodowe, przynajmniej poki co...
Teraz wyjasnie, bo to istotne, ze ubrana bylam w nieco przyluzne dzinsy w dziwnym kroju, niby bootcut, ale jakies takie obsciskujce konczyny, bo moje wierne levisy postanowily po 5 latach popelnic sepuku i reanimowac mozna je wylacznie metoda instalacji laty.
Luznosc dzisnow byla na tyle wyrazna, ze musialam je sobie nagminnie na tylku poprawiac. I przy kolejnej probie, tym razem w pozycji siedzacej poczulam ze wystrzelil mi guzik.
Jak rzadko sie dziwie, tak tu sie zdziwilam poteznie, bo przeciez spodnie maja luzy wlasnie w pasie i nijakie napiecie na guzik nie jest przykladane. No ale coz robic strzelil to strzelil. Zdolalam gadzine wylupac spod odziezy wierzchniej – tzn oba jego element, bo guzik byl z tych co sie nabija, a nie przyszywa. Suwak sie trzymal wiec uspokojna, ze nie musze spodni w garsci trzymac, dokonalam ogledzin guzika. Okazalo sie, ze jakos nabity byl niefortunnie i czesc do rozklepania nie byla rozklepana tylko podgieta i podczas poprawiania portek wysunela sie z czesci funkcyjnej guzika.
Podczas ogledzin udalo mi sie nanizac obie czesci na siebie, wiec rozmontowalam je i postanowilam dyskretnie przyczepic guzik na miejsce.
Zla godzina tylko na to czekala, bo przy pierwszej probie nanizania obu czesci na siebie, za posrednictwen tkaniny portek, czesc funkcyjna guzika wytrzelila jak z katapulty (???) i poszla w pineche pod siedzenia. Probowalam dyskretnie sie za nia rozgladac, ale nic mi to nie dalo.
Pogratulowalam sobie w duchu “geniuszu”, pogodzilam sie, ze spodnie beda niedostepne, pocieszylam sie, ze mam jedne zapasowe w walizce, a drugie awaryjne w siedzibie Faderowej.
Nie, ze sie tak latwo poddalam – przed wyjsciem z samolotu usilowalam zanurkowac pod fotel z nadzieja, ale znowu stewardesa pomocnie usilowala sie dowiedziec w czym problem i dlaczego do cholery nie wychodze i musialam wyznac co sie stalo.
No przynajmniej zgrubsza...
Guzik jednakowoz przepadl.
A ja prawdopodobnie stanowilam temat anegdoty wsrod zalogi polskiego orla przez czas jakis.
Sytuacja tekstylna sprawila, ze do kontroli i po bagaz udalam sie krokiem wielce dostojnym i statecznym, bo suwak niby dzialal bez zarzutu, ale cholera wie kiedy mu sie odwidzi...
Na lotnisko wyjechala po mnie moja CO, z rodzicielstwem. Smoczynska z CO pobiegly do toalety wiec to wlasnie Smoka powitalam slowy “urwal mi sie guzik! Od spodni!”.
Jak to dobrze, ze cala rodzina Smoków jest do mnie od lat przywyczajona, bo ktos z mniejsza wprawa juz dawno uciekalby z krzykiem ;)

Fast forward.

Jestem u Smokow z wizyta i zglaszam deficit guzikowy. Smoczynska natychmiast wylupala znikad potezny przybornik krawiecki i kazala mi sobie poszukac stosownego guzika. Wykopane zostaly: guzik od kozucha, zgrubnie wlasciwej wielkosci oraz pare skladowych do takiego guzika jak ten co spitolil zostajac pasazerem na gape polskiego orla (az do najblizszego odkurzania pokladu zapewne), z nadzieja, ze moze Fader skoczy na ratunek i przymlotkuje mi  go stosownie.
Owszem moglabym sama. Mam odpowiednie kwalifikacje, ale mam tez szereg talentow i biorac pod uwage caloksztalt kazdej mojej wizyty na Planecie Ojczystej istnialo realne ryzyko, ze sobie przymlotkuje tym guzikiem na przyklad w oko, a przy duzym szczesciu moze tylko z okno.
Fader zas nie ma takich supermocy, wiec wystapilam z wnioskiem. Wniosek dostal racjonalizatorskie poprawki pt “zrobie jutro na warsztacie taki uchwycik i nabije Ci go tak, ze nie mia **ja we wsi!”.
Znajac Fadera oponowalam tylko dla zasady.
Guzik zostal nabity i spodnie zostaly przyodziane na podroz powrotna. Guzik trzyma jak diabel soltysa. Normalka. Tak jest wlasnie z przedmiotami naprawionymi przez Fadera...  dElvix swiadkiem.

Fast forward

Portki zostaly uprane po podrozy  i po kiku dniach odziane ponownie na okolicznosc wyprawy na zakupy z przyjaciolka w ramach terapi zajeciowej dla niej i w teorii urodzinowej atrakcji dla mnie.
Spodnie dodam, nadal maja tendencje zlatywania mi z tylka, mimo guzika.
W sklepach udalysmy sie do wychodkow i juz jak zdejmowalam kurtke to poczulam, ze to blad...
TRACH...STUK!
Guzik przy rozpinaniu stracil intergalnosci i wystrzelil.
Inny guzik.
Nabity Faderem!
To Sie Nie Dzieje Na Prawde!!
Zaklelam.
Ale to tak zaklelam, ze murarze i szewcy jakby uslyszeli, padliby na kolana i patrzyli na mnie z naboznym szacunkiem...
Nastepnie zalatwilam reszte spraw w wychodku i metoda z samolotu sprawdzilam suwak – owszem dalej dziala i metoda z lotniska, krokiem posuwistym i dostojnym udalam sie na sklepy, wyjasniajac przyjaciolce powody, dla ktorych NIE bede jej gonila jak nie przestanie tak zapierdzielac jak mala torpeda.
Zdalam relacje z dramatu Faderowi, Fader potwierdzil, ze mial obawy co do tego nabijania bo mu sie wyglo bylo nie tak jak chcial ale sprawdzil dokladnie i szarpal i sie trzymalo wiec uznal, ze juz trudno, musi byc tak krzywo. 
Zas doraznie zaproponowal mi noszenie ze soba sznureczka. 
Tu wyznam, ze uprzedzilam go bo juz po powrocie z zakupow nanizalam sobie na torbe tasiemke awaryjna.W malowniczym kolorze fioletowym.
Osobiscie podejrzewam, ze elementy pochodzily od roznych zestawow guzikow do nabijania i material jednej czesci byl bardzie miekki niz drugiej, wiec nie chowam urazy do porazki Faderowego naprawiania (wszak wyjatek potwierdza regule!) tylko winie Balistyczne Guziki, a moze nawet "Wystrzalowe" dzinsy (skoro moga byc Wsciekle Gacie to czemu nie Wystrzalowe Dzisny, prawda?).
Zabawne jest to, ze ja te dzinsy mam od paru lat i nosilam je mniej lub bardziej regularnie jescze rok temu.
Traf chcial, ze tuz przed wyprawa na Planete Ojczysta szlag trafil rowniez moje czarne dzinsy, podobnie jak te wieloletnie Levisy i mialam je wyzrzucic, ale pomyslalam, ze namowie M do pomocy w krawieckich przerobkach i omylkowo nabyte Slim-Fity przerobimy na boot-cut dwubarwny.
Przerobki poki co nie bedzie, bo jak sie okazalo slim-fit lezy na mnie jak normalne dzinsy.
Ale mialam dzieki temu na stanie dzialajacy guzik zintegrowany z popsutymi spodniami.
Wycielam guzik wraz z okolicznym materialem, przepchnelam falbanke materialu przez dziure po balistycznycm guziku v1.0 oraz v2.0 (wielblady przez ucho igielnie po tym zadaniu przepycham bez drgniecia powieki) i przyszylam kazda z warstw falbanki wokol nozki guzicznej od srodka dzinsow strzelajacych guzikami.
I z okrzykiem “Sprobuj strzelic teraz chamie!” przyszylam caloksztalt sciegiem “dzierganym”, czy jak kto woli okretka ozdobna.

Prawie miesiac pozniej, spodnie nadal dzialaja, tzn moze przeciwnie - przestaly, bo nie guzik nie zostal jeszcz wystrzelony.

15 comments:

  1. mRufa... a może te portki, z tym guzikiem po prostu wysyłały Ciebie na portkowe zakupy... nie pomyślałaś o tym? :) :)
    W prawdzie problem strzelających guzików w dżinsach to spory problem, znany mi całkiem nieźle, ale ja dokładam do tego, że mój Młody to potrafi wszelkie guziki zdemontować... tako jak wszelkie napy i inne nabijane metale... no normalnie samym wzrokiem pawie że je rozwala.

    ReplyDelete
    Replies
    1. E, nie... zakupy to nie, raczej diete, bo mam kilka par dzinów przyciasnych i troche wysilku, a moglabym je wyciagnac z hibernacji, ale na zime idaca to wybitnie ciezko sie zmotywowac. poki co nosze te slim-fit ktore jakos wyjatkowo luzne sa w nogawkach lol.
      Obecne rozwiazanie guzikowe poki co sie sprawdza wiec zakupow spodziennych nie przewiduje conajmniej do swiat - o ile w moim ulubionym sklepie w Stolycy bedzie cos godnego uwagi, a jak nie to do Nowego roku.
      Ja mam raczej talenta do demolki elektornicznej. Nawet suwaki rzadko mi sie buntuja, a co dopiero guziki... mozliwe ze "famous last words" nieprawdaz... ;)
      Z metalami, a nawet Metalami sie raczej lubimy :D

      Delete
  2. zabiłaś mnie celnym strzałem guzika w opony śmiechowe :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. tylko którym strzalem :D
      Ciesze sie, ze jeszcze to potrafie :)

      Delete
  3. w czaty fanpejczowe się udaj, czekamy na Ciebie :)

    ReplyDelete
  4. Sprobuj strzelic teraz chamie! - Bożenę rozłożyło na łopatki. Aż Karolek przyleciał obadać, z czego taka pompa :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. I wez tu wytlumacz bez laciny budowlanej, co? ;)

      Delete
    2. ha, widzisz - jakie ładne określenie. Termin "łacina kuchenna" się nie do końca sprawdzał jednak, Twoje lepsze :D

      Delete
    3. Podejrzewam zapozyczenie lub hybryde inspisowana sp Chmielewskiej autobiografia :D. ale za moich czasow na Planecie Ojczystej funkcjonowala tez Lacina Podwórkowa :)

      Delete
  5. Ales go (tego chama) podeszla! Brawo! Posuniecie z rodzaju mistrzowskich, bez dwóch zdan. Teraz to juz bedzie siedzial cichutko i grzecznie jak myszka.

    Ale co to bylo z tym krzeselkiem, to rzeczywiscie zagadka. Jakies dzieciece tam przez pomylke zamontowali?

    ReplyDelete
    Replies
    1. moja przyjaciolka dElvix, jak jej opowiedzialam jaki mam plan wobec niego (tego chama), jeszcze przed realizacja, napierw sie sparskala epicko, a nastepnie pikiwala wirtualnie glowa i przyznala, ze gra warta swieczki. Poki co skuteczna.
      No wlasnie nie wiem czemu to jedno krzeselko takie waskie w pasie bylo... Moze te uszy na lokcie jakies rozychalne albo co, no i widac moje skrzywienia utrudniajaseigniecie lewa reka do prawego poldupka przez gors, podczas gdy prawe do lewego ta sama drogo daje rade... To znaczy dawalam bo to bylo zanim usilowalam sobie dyslokowac ramie lewe podczas... ogladanai Hobbita...
      Don't Ask!
      sama nadal jestem pelna podziwu dla takich zdolnosci...

      Delete
    2. I don't ask, I don't.... W koncu któz nas jest idealnie rozsadny i doskonaly! ;)))

      Delete
    3. Ze tak zacytuje Clawfinger... Nobody is perfect, but I'm pretty fekking close... ;)
      A tak na marginesie perfect itp - jedna taka - moje wtedy szefowa, obecnie szefowa szefa Horror, ktora jest szefowa mojego szefa... no wiem jakos nie najlepiej mi te awanse horyzontalne wychodza ;) Ale jak to w Kolchozie - mamy tyle samo Wodzów co i Indian w niektorych Obozach ;) - no ale taka jedna usilowala mnie wyslac na jakis Excellence course. Ja sie strasznie zaplulam na ten temat, ale cos nie mogla jej przekanac, az w koncu w desperacji wykrzknelam "What do I need excellence for? I'm already fekking awesome!" (czyli 'po co mi doskonalosc, ja juz i tak jestem, qr*a zajebista), to uslyszalam, ze ok ale tylko jesli wpisze sobie to sobie w ocenie rocznej. Jak myslisz? wpisalam? podpowiedz - nie bylam na kursie Excellence. ;)

      Delete