Description

Wspomnienia mniej lub bardziej biezace, bo technologia wyparla potrzebe pisania listow i nawet maili do bliskich i blizszych i tych calkiem oddalonych

Tuesday, 14 May 2019

Scenka Rodzajowa z Akwarium na Wygnaniu

Musze bo sie udusze.
Slowo honoru bedzie super krótko (jak na mnie) i bez detali technicznych (czytaj zawodowych), a przynajmniej absolutne minimum.

Otóz pracuje nadal w tym projekcie co wdrazamy to co wdrazamy i projekt chyli sie ku koncowi.

Jako analityk biznesowy Wasza unizona ma pewien zestaw umiejetnosci i nie bedzie sie tu nim przechwalac, ale zestaw ten pozwolil jej zostac maly loklanym Kolchozowym eksperciatkiem od jednego takiego rozwiazanka, które nie chwalac sie wdrazalam dwukrotnie i znam lepiej niz wlasne zeby, które na nim zjadlam,
Od póltora roku nie zajmuje sie tym rozwiazaniem i nadal hula, tzn do powodzi biura hulalo bo od powodzi nie mamy na czym drukowac, czyli tego.
Moze nie piekne, ale odporne, prawie jak "tFurczyni"

No dobra dosc peanów.

W kazdym razie, mimo odpornosci rozwiazanko ma wady - nadal podobnie jak "tFurczyni"- mianowicie jest juz dosc wiekowe (tu bede sie upierac, ze az tak nadgryziona zebem czasu nie jestem, zeby uwazac tego za wade), jak na tego typu rozwiazanka, a na nowelizacje brakowalo czasu i atlasu i zeby nadrobic ograniczenia programowe musielismy napchac troche protez po drodze.
Ja te protezy znam i wiem, ze zeby je sklonowac na nowy system trzeba troche roboty umyslowej wykonac.
Nie wnikajmy czemu klonowanie. Nie moja decyzja. Glosowalam przeciw, ale znowu brak czasu i atlasu.
Od roku blisko wspominalam kazdemu kto mnie sluchal, ze to nie jest takie prosciutkie jak dmuchanie w kij i trzeba by zaczac na to patrzec, a przynajmniej o tym patrzeniu myslec.

60% sluchajacyh poblazliwie kiwala glówkami, usilowala mnie poglaskac z politowaniem po mojej i mówila:
"Tak, tak, mRufa, oczywiscie mRufa, jak tylko ogarniemy sie z bardziej skomplikowanymi sprawami mRufa"

30% z kolei wypieralo to co mówie i uwazalo, ze przeciez takie korby jak oni to sobie ze wszystkim poradza.

10% zgadzalo sie ze mna, ale nie sa w projekcie, ewentualnie sa kierownictwem (uff) i nie musza nic robic tylko sluchac.
To po prawo to ja, acz umówmy sie mniejszego kalibru temat mam na oku, a to po lewo to te 60% poblazliwych i 30% wypierajacych. Ukradzione z Internetów rzecz jasna.
I tak latalam od Kajfasza do Judasza przypominajac, ze jest jeszcze jeden temat do ogarniecia i ostrzegajac, ze nie jest to krótka pilka i proste jak budowa cepa i ze da sie zrobic spokojnie, ale trzeba sie powoli przygotowywac do tematu, bo sam osie nie ogarnie.

Minely miesiace.

A ja co jakis czas sygnalizowalam moje poddenerwowanie, bo jednak nikt nie usunal tematu z zakresu projektu, a w temacie dzialo sie nic.

Wiele miesiecy minelo.

W koncu Marca/poczatku Kwietnia temat wreszcie wyszedl z cienia i te 30% czyli te korby co to wszystko 'umia' ruszyly z kosami i cepami na moje male pólko.

Po pierwszej sesji okazalo sie, ze temat wymaga wiecej niz godzinnego warsztatu, bo kosy sie stepily a cepy poluzowaly.

Po drugiej sesji okazalo sie ze 2.5 godziny w sumie to tez za malo, bo cepy dalej sie luzuja, a kosy lamia na kamieniach.

Po kolejnych dwóch sesjach temat zostal wrzucony na liste gatunków zagrozonych i partner implementacyjny usilowal namówic nas na zakup kompajnu. Odmówilismy, bo za co, jak nawet srajtasme juz trzeba wlasna do pracy przynosic.

Po kolejnej sesji polowe zakresu usnieto na pózniej, ku mojej wielkiej radosci, bo tez uwazalam, ze nie trzeba sie spieszyc z wielkim wybuchem i mozna podejsc do tematu fazowo.
Jednakowoz wczesniej nikt mnie nie chcial wysluchac w tym temacie i wrecz zostala zjechana (ch-b) za próby zachowania status quo skoro musimy isc z czasem, postepem i osiagnieciami (i gola doopa, bo nas na to wszystko jako Kolchozu nie stac), ale to zdjelo cisnienie z nas (te 60% poblazliwców), bo te 30% korb nadal tkwilo w czarnej doopie.
Tfu.
Znaczy w lesie.
W lesie Szwarcwaldu.
A rozmowy wygladaly tak:
Oni: "To nie jest takie proste!"
mRufa: "Owszem, nie jest"
Oni: "Czemu nic nie mówilas?"
"Mówilam"
Oni: "Mówilas? A tak cos tam mówilas. Ale mnie sie zadawalo, ze mówilas, ze to jest proste!"
"Nie. mówilam ze nie jest."
Oni: "Ej sluchajcie - prawda, ze mRufa mówila, ze proste?"
Mnie krew zalala i juz mam wybuchnac i rozerwac ich na strzepy (bo jedno czego oprócz poblazliwosci niecierpie bardziej to wtykanie mi w usta nie moich slów i w zycie nie moich akcji), gdy nagle glos z tych 10% zagrzmial...
....szefowa Programu: "mRufa MÓWILA!"
"Ze proste?" z triumfem przerywa jakis poblazliwiec.
"NIE. ZE NIE PROSTE"

Uff.

A mówia, ze to ja jestem Cotnrarian.

Ukradzione z internetów
Kurtyna.

PS. I nawet "a niemówilam??" nie moglam im powiedziec, bo bym wyszla na pieniaczke!

3 comments:

  1. Moim zdaniem to wagon mnichów tybetańskich, razem z całym tym swoim lotosem, to może Ci buty czyścić, jeśli chodzi o zachowanie spokoju.
    Mnie osobiście to na myśl przychodzi na przykład "rozszarpywanie", a przy tym "aniemówiłam", którego nie użyłaś, zawiera na pewno znaczniej mniej literek "r". ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. duzo pomoglo, ze najgorsze sciecie odbywalo sie po laczach audi wylacznie wiec nie musialam mimiki pilnowac. Jakbys mnie widziala wtedy to caly mit o pokerowej twarzy grabarza by poszaedl w drabiazgi ;)
      Ale na szczescie nikt nie widzial. :)
      co do slów literka r to niestety juz sie chyba nauczyli, ze to nie sa komplementy, bo to jednak da sie po intonacji odgadnac ;)
      Wlasnei brak tej literki, która skad innad sprawia mi klopot, w tym jezyku, tzn nie ze calkiem brak, ale nie jest ona az tak dzwieczna, prawia, ze prawiac "komplementy" nie moge oddac glebi i zlozonosci emocji az tak dbrze jak przy swoiskim "zakrecie" :D

      Delete
  2. Nienawidze nie moc powiedziec „aniemowilam” ��
    Matylda

    ReplyDelete